Użytkownik

Zaloguj

Zarejestruj

Sekcje

MAX KUCHNIE

Nasz wspólny sukces

Nasz wspólny

Wywiad z Ewą Tomaszek, prezesem firmy Galicja Tomaszek Sp. z o.o.

Redakcja: Korzystając z okazji, gratujemy kolejnej udanej imprezy. Dodajmy, że przypadła ona w 26. roku Waszej działalności!
Ewa Tomaszek: Bardzo dziękuję za miłe słowa. To dla nas także ogromny sukces, no i rzeczywiście wyzwanie i praca na kolejnych wiele lat.

Spotykamy się w Karpaczu, w nieco innej formule niż zwykle.
To prawda. Choć to trzecia edycja targów, to po raz pierwszy postanowiliśmy pokazać dwie sieci jednocześnie: Max Kuchnie i Max Elektro. W momencie organizowania imprezy, zdania na temat łączenia dwóch marek były podzielone, ale ostatecznie nasi goście stwierdzili, że był to bardzo trafiony pomysł. Kontrahenci i sami wystawcy mówili, że to wręcz niesamowite, że zdecydowaliśmy się połączyć dwie imprezy, dwa rodzaje produktów i zrobić wszystko na tak dużą skalę. Usłyszałam od jednego z wystawców niezwykle budującą opinię, że zrobiliśmy jedną z największych imprez branżowych w Polsce. Statystyki dotyczące wydarzenia rzeczywiście są imponujące. Zaprosiliśmy ponad 1200 gości z dokładnie 63 firm. Oczywiście, dobieraliśmy ich bardzo selektywnie. Zdecydowaliśmy się na dobór producentów z obu segmentów „po równo”. Trzeba przy tym pamiętać, że miesięcznie obsługujemy o wiele więcej kontrahentów, dlatego to zaledwie garstka naszych klientów, stąd i wyzwanie na przyszłość.

Tegoroczna impreza przypada w okresie ćwierćwiecza Waszego istnienia. Teraźniejszość znamy, ale patrząc wstecz, co było dla was najtrudniejsze przez te lata i, przewrotnie, co zdecydowało o Waszym sukcesie?
Bez wątpienia największą przeszkodą było to, że przez wiele lat nie należeliśmy do żadnej grupy zakupowej, w związku z czym mieliśmy gorsze warunki zakupu sprzętów wolnostojących. To zaskakujące, ale sprzęty te były w efekcie dużo droższe. I wtedy podjęłam decyzję o specjalizacji – sprzedaży do studiów mebli kuchennych. To był dobry krok, bowiem kiedy grupy zakupowe przestały istnieć, mieliśmy o wiele łatwiejsze zadanie z przebiciem się na ryku. Jeśli chodzi o sukces, to było i jest ich wiele. Przede wszystkim mamy dwie dojrzałe, ogólnopolskie sieci zakupowe: Max Kuchnie i Max Elektro. Są one całkowicie zwizualizowane, rozpoznawalne, i to bardzo cieszy. Jest to – powiedzmy – sukces off- -line. Drugim jest ten ze sfery on-line, czyli wprowadzenie sieci Max Elektro do Internetu – to aktualnie jeden z naszych największych projektów. W przyszłości, mam nadzieję, zrobimy to samo z siecią Max Kuchnie. A wracając do innych projektów – trzeba tutaj wspomnieć o naszej marce Kernau – z przyjemnością obserwuję, jak z roku na rok rośnie w siłę, zdobywając coraz większe udziały w rynku, ale też większe zaufanie wśród naszych klientów. Kolejny sukces? Siłą Galicji Tomaszek są ludzie, którzy pracują ze mną. W zasadzie jest to już pokoleniowa sprawa – obecnie swoje zawodowe skrzydła rozwija 3 pokolenie rodziny Tomaszków. .Poza tym z całą odpowiedzialnością muszę powiedzieć, że na swojej drodze spotykam świetne osoby, a każdy z moich managerów dostaje ode mnie duże kompetencje i samodzielność i każdy z nich swój projekt sukcesywnie rozwija – i to jest świetne, i za to im wszystkim bardzo dziękuję.

Z jakimi wynikami zamkną Państwo rok 2017?
Zrobiliśmy więcej, niż zakładaliśmy i rośniemy szybciej niż rynek. Dotyczy to zarówno sieci Max Elektro, jak i Max Kuchnie. Jest dobrze.

Kiedy mówi się o Galicji Tomaszek, zawsze z tyłu głowy ma się trzy przymioty – pracowitość, dynamizm, ambicje. Nieco połączę tę aspekty i zapytam o plany na najbliższy czas.
Och, ile ich mam! (śmiech – przyp. red.). Jeżeli chodzi o kwestie on-line, to współpracujemy z firmą Synerise z Krakowa i jesteśmy synchronizowani z najnowocześniejszymi systemami komputerowymi. Inwestujemy też w nowe technologie, tak aby nadrobić naszą nieobecność w Internecie. To jest nasz cel na najbliższą przyszłość i wierzę, że rzeczywiście przez wspólne działania i współpracę szybko będziemy się plasować w czołówce sklepów internetowych. Kolejnym ważnym wyzwanie m, przed jakim stoimy, jest wprowadzenie nowej marki meblowej. Odkąd jestem obecna na rynku, od ponad 20 lat, zobaczyłam lukę, którą, mam nadzieje, wypełnię. Mam na myśli oczywiście Verle Küchen. Jest to marka własna mebli, które sprowadzamy z niemieckiej fabryki. Verle Küchen to jednak nie tylko same meble i atrakcyjna cena, ale cały gotowy koncept na prowadzenie własnego studia, silne wsparcie na poziomie strategii rozwoju, ale i też działań marketingowych.

Jak będzie ona pozycjonowana?
Plasujemy ją w segmencie średnio-wyższym i chcemy dystrybuować nasze meble w dużych miastach i bardzo atrakcyjnych lokalizacjach. Chciałabym nadmienić także, że patronem projektu jest marka Siemens, wyłączny dostawca sprzętu AGD, co plasuje markę Verle Küchen na wysokim poziomie i standardzie, tak produktów, jak i spójnego wizerunku samych studiów. Docelowo chcemy, aby całkowita sieć miała ok. 60 salonów w całej Polsce. Już dziś wiemy, że zainteresowanie tą marką jest ogromne. Dlatego czeka nas mnóstwo pracy, ale nie martwimy się, bo rysują się wyjątkowo dobre perspektywy.

Wielu gości MaxExpo, ale i Waszych partnerów podkreśla, że docenia wartość Państwa oferty, wsparcie marketingowe czy narzędzia handlowe i Wasze podejście do biznesu. Jak zachęcacie nowych klientów, a czym zaskakujecie np. stałych kontrahentów?
Miło to słyszeć. Na pewno bardzo cenimy sobie partnerski układ i chyba tym przyciągamy klientów do siebie. Wiadomo, produkty, cyfry to jedno. Ale jednak atmosfera i ramy współpracy to rzecz kluczowa. Stąd nie narzucamy nikomu niczego ani nie zmuszamy do niczego. Traktujemy każdego kontrahenta indywidualnie, pokazujemy drogę i trendy. Tak nieskromnie myślę sobie, że klienci i producenci dziś już nam ufają. Ufają temu, co robimy, jacy jesteśmy, wiedzą też, że jesteśmy konsekwentni, wytrwali i cierpliwi. Co ważne, bywa też tak, że są zaskoczeni tym, co robimy. Dla przykładu, rok temu zorganizowaliśmy dwie imprezy w Kołobrzegu i same targi odbywały się na podziemnym parkingu w hotelu. Niektórzy pukali się w głowę i pytali samych siebie, co my znowu wymyśliliśmy. Potem okazało się, że format imprezy był strzałem w dziesiątkę. Podczas tej edycji wiele osób także było sceptycznie nastawionych do naszego pomysłu. Mówili, że jak my pomieścimy dwie sieci w jednej sali, że będzie ciężko, że to dwie różne koncepcje, dwa różne charaktery ludzi. Okazało się znowu, że ta edycja targów to także wielki sukces. Nasz wspólny.

Firma się rozwija, to najważniejsze. A więc czego życzyć Pani w te kolejne „26 urodziny”?
Ciągłego uśmiechu, dobrej energii i dużo zdrowia.

Zobacz relację z imprezy.

Rozmawiała Magda Strzykalska

2017-10-25

Kontakt z redakcją

Zapisz się do newslettera

© 2017 InfoMarket